sieniawa

Szlak Łańcut i okolice

 

  • Szlak nie jest znakowany;
  • Czas przejścia: 9,09 godz.,
    (z 2 przerwami 0,5 godz. Czas przejścia wynosi ok. 10 godz. );
  • Trasa szlaku:
    Sieniawa (0 km) – Łańcut (40,5 km) – Markowa (56,3 km) –Sonina (67,6 km) – Krzemienica (77,3 km) – Kosina (104 km) - Sieniawa (131 km)

Podróż naszą rozpoczynamy w Pałacu w Sieniawie. Wyjeżdżamy główną aleją pałacową dojeżdżając do drogi asfaltowej, po czym skręcamy w lewo. Jedziemy nią 200 m dojeżdżając do skrzyżowania dróg z wysepką, na której znajduje się figura św. Floriana. Przed wysepką skręcamy w lewo jadąc w stronę Przeworska (jedziemy drogą nr. 835). Po drodze mijamy kolejno: most na Sanie (3 km), z prawej strony, tuż za nim mogiłę z okresu I wojny światowej oraz miejscowości takie jak: Ubieszyn (3,2 km), Tryńczę (uwaga niebezpieczne skrzyżowanie w lesie – dużo wypadków – 4,7 km). Na skrzyżowaniu jedziemy prosto, zgodnie ze znakami drogowymi w stronę Przeworska. Następnie mijamy Wólkę Małkową (uwaga przejazd kolejowy strzeżony), Gniewczynę Tryniecką, Gniewczynę Łańcucką, Gorliczynę (most kolejowy, a pod mostem ruch samochodowy kierowany światłami drogowymi). (Droga z Sieniawy do Przeworska włącznie opisana jest dokładnie w Szlaku miastami „Szlaku Wołowego”.)
Do Przeworska wjeżdżamy od strony północnej. Jedziemy cały czas drogą z pierwszeństwem przejazdu. Po drodze mijamy Cukrownię Przeworsk, skrzyżowanie z drogą do dworca PKP, cmentarz miejski oraz budynek KRUS. W tym miejscu skręca ostrym łukiem w prawo. Po lewej stronie, niemal na samym łuku mieści się stacja PKS i zaraz obok wysepka, na której został ustawiony betonowy krzyż z wizerunkiem Chrystusa Ukrzyżowanego. Tuż za zakrętem na skrzyżowaniu z sygnalizacją świetlną, skręcamy w prawo w kierunku Rzeszowa. Kilkadziesiąt metrów dalej po lewej stronie ujrzymy przeworskie słonik, które od wielu już lat witają i żegnają odwiedzających to miasto podróżnych. (Wykonane one są z metalowej konstrukcji pokrytej gliną, na której równomiernie zasadzono ozdobną roślinę skalistą.) Teraz jedziemy już cały czas prosto. Wyjeżdżając z miasta przejeżdżamy most na rzece Mleczce, a za nim z prawej strony Zajazd Pastewnik. Dalej mamy kolejne skrzyżowanie, które przejeżdżamy prosto, a następnie z prawej strony mijamy stację paliw PKN Orlen. Przed nami szeroka droga dwupasmowa E-40, która prowadzi bezpośrednio do Łańcuta. (Uwaga foto-radar w miejscowości Głuchów, należy zachować prędkość do 50 km/godz.).
Za Głuchowem, a przed Łańcutem po prawej stronie mijamy stację paliw PKN Orlen. 400m za stacją będzie rozjazd dróg: w lewo na Rzeszów, w prawo do Centrum Łańcuta. My kierujemy się do centrum miasta, czyli na prawo. Jedziemy ulicą Kościuszki dojeżdżając do skrzyżowania dróg, na którym ruch jest kierowany światłami. W tym miejscu, po przeciwległych stronach jezdni znajdują się: z prawej strony - stacja PKS Conex Łańcut, z lewej - ogrodzenie parku zamkowego. Na skrzyżowaniu jedziemy prosto i poruszamy się  drogą wzdłuż ogrodzenia. 300 m za skrzyżowaniem, z prawej strony mijamy duży plac lekko opadający ku dołowi (pomiędzy placem, a drogą stoi budynek MDK). W okresie 7.X. – 17.XI.1939r., istniał tutaj obóz jeniecki założony przez Niemców dla polskich żołnierzy. Przebywało w nim ok. 25 000 jeńców. Obecnie znajduje się tam obelisk upamiętniający te wydarzenia. Jadąc dalej z lewej strony mijamy okazałą bramę wjazdową do zamku. Za murem zamkowym skręcamy w lewo w drugą ulicę, w kierunku Placu Sobieskiego (patrz załączona mapka). Tam znajduje się parking, na którym zostawiamy samochód (w przypadku problemów z miejscem do parkowania należy szukać miejsca przy ogrodzeniu parku, ul. 3-go Maja). Postój jest bezpłatny. Stąd zaczynamy naszą wędrówkę po Łańcucie.

  • Szlak nie jest znakowany;
  • Czas przejścia: 4,30 godz.;
  • Trasa szlaku:
    Parking (na mapie nr 1) - Zamek  i Oranżeria (nr 2) - Zameczek Romantyczny (nr 3) - Hala sportowa (nr 4) – Powozownia z Muzeum Powozów (nr 5) - Maneż oraz budynek dawnej administracji dóbr (nr 6) - dawna Synagoga (nr 7) - Żydowski Dom Ludowy (nr 8) - Klasztor ss. Boromeuszek (nr 9) - Kościół Farny (nr 10) - Plebania (nr 11) - Dawny klasztor Dominikanów (nr 12) - zabytkowe kamieniczki w rynku (nr 13) - parking (nr 1);
Z miejsca, gdzie się zatrzymaliśmy idziemy prosto do ulicy Zamkowej, po czym skręcamy w lewo, do widocznego nieopodal wejścia do parku zamkowego. Kasa biletowa znajduje się zaraz przy bramie wjazdowej.

Muzeum Zamek w Łańcucie jest naszym pierwszym, a zarazem najciekawszym obiektem zabytkowym w poniżej opisanej trasie zwiedzania.

Zwiedzania ekspozycji muzealnych możliwe jest wyłącznie z przewodnikiem w grupach liczących nie więcej niż 25 osób.

Adres:
37-100 Łańcut
ul. Zamkowa 1
tel.  +48 17 225 20 08 do 10
fax. +48 17 225 20 12
www.zamek-lancut.pl

Krótka historia Łańcuta

Najdawniejsze dzieje miasta są dziś trudne do ustalenia. Informacje pochodzące z badań archeologicznych przeprowadzonych na terenie Łańcuta potwierdzają istnienie osadnictwa ok. 4 000 lat p.n.e. Brak źródeł nie pozwala też precyzyjnie określić dokładnej daty powstania miasta. Pierwszym pewnym dokumentem potwierdzającym istnienie Łańcuta jest bulla papieża Grzegorza XI z 28 stycznia 1378 roku, w której istniejącemu wówczas konwentowi dominikanów m.in. w Łańcucie powierzono pełnienie funkcji misyjnych na Rusi. Łańcut jako miasto występuje po raz pierwszy w roku 1381 w dokumencie lokacyjnym wsi Langenau wydanym w Łańcucie przez Ottona z Pilczy. Datę lokacji miasta na prawie magdeburskim wiąże się z rokiem 1349. W tym roku istniał w Łańcucie drewniany Kościół pod wezwaniem św. Barbary i według tradycji kościelnej z tą datą wiąże się początek parafii i lokację Łańcuta - nadanie praw miejskich przez króla Kazimierza Wielkiego. Pierwszym właścicielem miasta był Otton z Pilczy - Pilecki herbu Topór, który otrzymał dobra łańcuckie od Kazimierza Wielkiego za zasługi w czasie pełnienia funkcji starosty ruskiego. Siedziba Pileckich mieściła się na terenach, gdzie dziś wznoszą się budynki probostwa. Częstym gościem w Łańcucie był Władysław Jagiełło (żona Ottona była chrzestną matką króla). W początku XV w. mieszkała tutaj wdowa po kasztelanie nakielskim - Elżbieta z Pileckich Granowska, którą w 1417r. poślubił Władysław Jagiełło.     W rękach rodu Pileckich Łańcut znajdował się do 1586 roku. Kolejnymi jego właścicielami byli: Stadniccy, Lubomirscy i Potoccy - aż do 1944 roku. Tak, więc przez kilkaset lat miasto pozostawało w cieniu wspaniałej rezydencji magnackiej, z drugiej jednak strony ożywione życie gospodarcze latyfundium, kulturalne na zamku, przyjazdy możnowładców i królów wpływały korzystnie na rozwój miasta i jego znaczenie. Za czasów Pileckich miasto leżące na ważnym szlaku handlowym przeżywało okres rozkwitu. Już w 1406 roku łańcuckim czeladnikom tkackim nadany został statut, na którym widnieje pieczęć radziecka Miasta Łańcuta przedstawiająca św. Michała zabijającego smoka - godło to przetrwało wieki i stało się herbem miasta. Pomyślnemu rozwojowi Łańcuta dodawały splendorów liczne wizyty koronowanych głów: Kazimierza Wielkiego, Władysława Jagiełły, Księcia Witolda, Zygmunta Luksemburskiego i Zygmunta Starego.

Około roku 1586 Anna z Sieniawskich Pilecka za długi zamieniła dobra łańcuckie ze Stanisławem Stadnickim ze Żmigrodu - zwanym później „Diabłem Łańcuckim". Jego czasy ze względu na liczne wojny z Mikołajem Spytkiem Ligęzą z Rzeszowa, z Korniaktami, z Łukaszem Opalińskim starostą leżajskim, ocenia się jako najmniej korzystne w dziejach miasta. Awanturniczy tryb życia Stanisława Stadnickiego doprowadził w 1608 roku do całkowitej ruiny dworu oraz znacznego zubożenia Łańcuta. Była to postać niezwykle barwna, wokół której wciąż się coś działo, dlatego nie sposób nie rozwinąć szerzej tego tematu.
Opowiem teraz Państwu o Diable Łańcuckim - Stadnickim, o jego młodości, rycerstwie, o jego wielkiej miłości do Anny Pileckiej.
Stanisław Stadnicki – Diabeł Łańcucki – Starosta Zygwulski choć  był zbrodniarzem i warchołem. Ze względu na swoje męstwo i zasługi w czasie bitew miał wielkie szanse na awans i funkcję hetmana. O sobie mówił: „… Na gościńcu mieszkam, rad bym zamiast zamek mój ze szkła miał niźli muru, żeby każdy widział cnotliwe życie moje”. W pamfletach rokoszowych owych czasów figuruje jako Diabeł Łańcucki, ale ze względu na charakter, a nie z powodu związków z siłami nieczystymi.

Stanisław urodził się w Dubiecku w 1551r. jako syn Stanisława Mateusza i matki Barbary Zborowskiej. Z wyznania byli luteranami. Cała sprawa o jego diabelskość zaczęła się z stąd, że ojciec jego zamiast ochrzcić go w kościele katolickim, wezwał zaprzyjaźnionych duchownych i chrzest luterański odbył się w Dubiecku.
Stanisław swoją diabelską karierę rozpoczął w latach 1573 – 1575. Mianowicie najechał on na lasy Zofii ze Szprowy Kostrzucyny i chłopi Stadnickiego wyrąbywali drewno w lesie Pani Kostrzucyny, a następnie dostarczali je do Dubiecka.

Nasz „Diabeł” miał wielu przyjaciół, podobnie „cnotliwie” żyjących jak on. Razu pewnego, jednego z nich zamknięto w Przeworskim więzieniu, więc Stadnicki napadł na Przeworsk, wysadził bramę miejską, więzienie zdobył i kolegę sobie uwolnił.

Biorąc udział w wyprawie gdańskiej króla Stefana Batorego, Stadnicki dał dowody prawdziwego męstwa. Następnie w Krakowie gromił studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego, bo podobno sprofanowali pogrzeb luteranki. Znaczne zasługi zyskał również w czasie wojny z Moskwą, a kolejne  wielkie dowody męstwa dał w bitwie pod Pskowem. Potem  walczył jeszcze przeciwko tatarom i mogłoby się wydawać, ze Stadnicki ma szansę zostać hetmanem, tak się jednak nie stało. Podobno zbyt nisko wyceniono jego zasługi, więc poczuwszy się skrzywdzony, obraża się, a we wszystkich ludziach zaczyna widzieć swoich wrogów. I tak, jak dotychczas wyciągał szablę przeciwko wrogom tak teraz poszedł zabijać i palić swoich sąsiadów. Stanisław Stadnicki palił, mordował, ścinał, robił to co lubił. Szczególnie zaś  lubił napadać na gościńcach.

Razu pewnego Mikołaj Potocki wybierał się na uroczystość intronizacji nowego króla. Ów magnat jechał na koronację, więc wiózł ze sobą wszystko co miał najdoskonalsze. Stadnicki napadł jego tabor, zrabował mu wino, konie i rzędy końskie. Jednak poza bandyckimi wyczynami, ten człowiek miał także serce i kochał. Jego ukochaną była Anna Pilecka, piękna dziewczyna. Stadnicki wyjeżdżając na wojnę złożył jej ślubowanie, że następnym razem zobaczą się jak on wróci w glorii i chwale zwycięzcy. Ale stęskniony za dziewczyną nie wytrzymał i odwiedził swoją ukochaną.

„…ale niełatwo to dotrzymać takich przyrzeczeń. W Dubiecku Stanisław wytrzymać nie mógł i aby zbliżyć się do Anny nabył dobra Łańcuckie od Anny z Sienna wdowy po Krzysztofie Pileckim. Ile, że Łańcut w najbliższym był sąsiedztwie Tyczyna. Czynił on to po kryjomu tak się starając aby wieść ta do Tyczyna za wcześnie, a zwłaszcza przez obce usta nie doszła, ale się to utaić nie mogło, a właśnie tajemnica jaką Stanisław obok kupna Łańcuta otoczyć się starał była powodem, że Annie wcale inaczej te sprawy przedstawić usiłowano, jako z tego sąsiedztwa groźne dla niej niebezpieczeństwa wyniknąć mogły. Tak, gdyż Stanisław pojawił się w Tyczynie chcąc jej sam o nabyciu sąsiedniego Łańcuta zwiastować już się z nim Anna widzieć nie chciała, jeno przez usta Korniaktowej oświadczyła, iż mu przypomina dane słowo rycerskie jako czasu żałoby nagabywać jej nie będzie”.
Anna jednak nie spotkała się z nim. Stadnicki pojechał na wojnę i wrócił nie jako zwycięzca, a jako warchoł, który odjechał z pola bitwy. Anna tymczasem nie wytrzymała czasu oczekiwania i wyszła za Krzysztofa Kostkę starostę kościerzyńskiego. Niestety nie długo żyła ze swoim mężem, owdowiała i przyjechała do klasztoru klarysek. Stanisław wciąż ją kochał i postanowił tam  ją odwiedzić.
„…a ona widać, że jest jakby uspokojona z wolna odeszła od kraty, otworzyła podwoje i cicho jak weń zniknęła z izby, ale zanim zniknęła wyciągneła jeszcze ku Stanisławowi rękę, jakby mu jałmużnę rzucić miała i do uszu jego doszedł szept stłumiony, ostatnie pożegnanie – słowo Bóg z Wami”.

Stadnicki Anny już nigdy nie zobaczył. Wyszła za mąż za Krzysztofa Opalińskiego, największego jego wroga.

Pomiędzy rokiem 1588 a 1592 (dokładnej daty nie można ustalić), ożenił się z Anną, córką Sambora Ziemeckiego. Szlachcic śląski Sambor Ziemecki poznał Stadnickiego w czasie wojny Maksymiliana o polską koronę. Stadnicki rozchorował się ciężko i trawiony gorączką spędzał czas choroby w domu Ziemeckiego. Tam opiekowała się nim Anna jako żywo przypominająca mu jego Annę Pilecką.
Stadnicki kierowany miłością kupił Łańcut wraz z długami, dlatego potrzebował pieniędzy. Najlepiej można było zarobić na jarmarku. W okolicy były 2 jarmarki: w Jarosławiu i w Rzeszowie, w związku z tym Stadnicki ogłosił, ze będzie organizował w Łańcucie już na zawsze jarmarki na św. Marka (25.IV). W Rzeszowie we włościach Mikołaja Spytka Ligęzy jarmark był na św. Wojciecha (23.IV). Jak kupcy, aptekarze zdążali przez Łańcut na jarmark do Rzeszowa wówczas właśnie Stadnicki siłą ich zatrzymywał, kazał im składać duże opłaty za przejazd przez jego włości i pilnował żeby na jarmark do Rzeszowa nie pojechali. Zaczęła się „wojna jarmarkowa”. Pierwsze takie starcie odbyło się w 1600r. pod Łańcutem. Parę rąk obcięto, parę nóg uszkodzono, paru pachołków także zabito, z jednej jak i z drugiej strony. Wojna o jarmarki z Ligęzą trwała 5 lat. Ostatnia bitwa na moście w Przemyślu miała miejsce w 1605r. Po 2 zabitych było z każdej strony, a więc straty nieduże i właściwie sytuacja została nierozstrzygnięta.
Stadnicki dalej napadał, zabijał, rabował, a po każdym takim napadzie zgłaszał sprawę do sądu, protestował jako biedna ofiara napaści, zbrodni, rabunków i wszystkich tych niecnych rzeczy.
Mimo to miał długi i ciągle potrzebował pieniędzy.  Korniakt, któremu był winien wielką sumę, o tę sumę się upomniał, więc Stadnicki zamiast gotówką zapłacić, oczywiście Korniakta napadł. Potem Korniakt napadł jego i  tłukli się tak między sobą, aż Stadnicki Korniakta aresztował i trzymał w piwnicach łańcuckiego zamku. Stadnicki prawem i lewem, czyli szablą zdobywał swoją majętność. Jak trafiła się okazja zdobyć jakąś majętność lub komuś krzywdę zrobić prawem, albo prawo omijając, korzystał z tej okazji znakomicie.
Otóż swego czasu Jan Drohojowski pożyczył od Stadnickiego pieniądze, dając mu w zastaw Wojutycze - jeden z najpiękniejszych ówczesnych pałaców i dworów w ziemi przemyskiej. Stadnicki miał otrzymać pieniądze w 1606r., ale rok wcześniej Drohojewskiego usiekł Stanisław Stadnicki z Leska, jego krewniak. Na pierwszą wiadomość o tym fakcie Stadnicki – Diabeł Łańcucki wpadł do Wojutycz, wypędził rodzinę Drohojewskic z dworu i sam objął całą schedę po Drohojewskich, łącznie z majątkiem Jadwigi z Herburtów, żony Drohojewskiego, którą właśni wypędził.

Stadnicki lubił mieć wielu wrogów i przeciwników, bowiem dobrze się czuł jak z kimś walczył. Kolejnym jego cennym przeciwnikiem był Łukasz Opaliński, starosta Leżajski. Był on magnatem Rzeczpospolitej bardzo bogatym, wykształconym we Włoszech. Stadnicki systematycznie zalegał mu pieniądze. W związku z powyższym o żadnym pokoju być nie mogło, zwłaszcza, że Opaliński ożenił się z Anną Pilecką, w której przez wiele lat kochał się Diabeł Łańcucki. O żadnym pokoju, czy nawet o tolerowaniu się, nie mogło być mowy. Opaliński poszukiwał sprzymierzeńców w walce z Diabłem Łańcucckim i znalazł ich wielu, wszyscy bowiem  mieli już Stadnickiego dość. W Przeworsku była to księżna Anna Ostrowska, Andrzej Ligęza bratanek Mikołaja Spytka Ligęzy z Pietraszówki (obecnie Boguchwała). Wielu okolicznych szlachciców, zobaczywszy możnego protektora, natychmiast swoje żale do Stadnickiego wyakcentowali.
Stadnicki uprawiał życie sąsiedzkie, takie może bardziej barwne niż w jego czasach się uprawiało, bo to napadł włości Anny Opalińskiej i spalił: Rafałową Wolę, Chmielnik, Błędową, Zawałów. Opaliński najechał zaś wsi Stadnickiego i tutaj spalił: Rakszawę, Żołynię, Stadniki, Czarną i Rudę. Ten zaś Ten w odpowiedzi spalił Opalińskiemu Palikówkę, a Opaliński Stadnickiemu Krzemienicę. Dobre dobrosąsiedzkie stosunki z panem Stadnickim kwitły i spływały krwią. Stadnicki z zapałem walczył ze swym ulubionym wrogiem Opalińskim, gdzie mogli tam sobie czynili szkody, gdzie mogli tam sobie zabijali ludzi. Razu jednego ludzie Opalińskiego złapali transport wina, koni, czyli mienia Stadnickiego. Oczywiście zatrzymali to i Stadnicki postanowił się strasznie zemścić. W miejscu, w którym dokonano tego śmiałego najazdu, w Trzcianie pomiędzy Trzcianą a Świlczą koło Rzeszowa ustawił słup z napisem:
„DO GOŚCIA”
„Tu stoję z jednej strony świadek niewinności łańcuckiej, z drugiej strony świadek znacznej złości człowieka bezbożnego to nazwisko jego Opaliński, starosta, rządca leżajski. Ten najechawszy Łańcut, gdy był porażony od mężnej Stadnickiego Stanisława strony, wetował swe porażki lecz nie jak wojownika ale raczej nocnego prawem rozbójnika, bo zastąpiwszy drogę ze Śląska nie bez szkody do Łańcuta idąc tu złupił podwody. Pobrał pieniądze, konie i naładowane różnym ciężarem wozy, a sługi związane prowadził do więzienia. Cnota Opalińskiego w tym tu legła grobie. Sam żyję, lecz jeśli mieć z stąd chcę dochody trzy drewna tu z powrozem staną dla nagrody”
Jednak przepowiednia Stadnickiego się nie sprawdziła. Starosta Zygwulski dobiegał swego kresu. W końcu nastąpiła ostatnia walka:
„Kula ugodziła Stadnickiego w pełną pierś, skąd wnosić można, że porwał się ze swego ukrycia aby się bronić, a bronić się musiał z rozpaczliwym męstwem, skoro obok postrzału miał 10 ran od pchnięć i ciosów. Widząc już przed sobą trupa Macedoński zwlókł z niego kaftan, w którym miało być zaszytych 200 czerwonych złotych. Po czym odciął mu głowę, aby ją z triumfem zanieść Opalińskiemu”.
Okoliczni sąsiedzi i ludność wiedziała, że po śmierci Stadnickiego nie odpocznie od gwałtów, rabunków i zbrodnii, wszak pozostały Diablęta, a one były godnymi następcami swojego tatusia Diabła Łańcuckiego.
Po śmierci Stanisława, jego synowie odbudowali swoją siedzibę poza granicami miasta - w miejscu gdzie wznosi się obecny Zamek.

W 1629 roku zadłużone dobra łańcuckie od synów Stanisława Stadnickiego kupił Stanisław Lubomirski. W latach 1629-1641 na zrębach siedziby byłego właściciela wybudował zamek z wieżami w narożach, otoczony systemem fortyfikacji bastionowych i podwójną linią wałów obronnych z suchą fosą. Odbudowane zostały zniszczone domy, miasto zostało obwarowane wałami i parkanami. Wzniesiony został zamek. Potężna twierdza uzbrojona w 80 armat i 400 zbrojnych żołnierzy, będąca na owe czasy szczytem techniki wojennej, strzegła jego bezpieczeństwa. W roku 1655 Zamek w Łańcucie usiłowali opanować Szwedzi – na szczęście najazd okazał się bezskuteczny.
Samo miasto Łańcut, ze względu na swoje położenie, przechodziło burzliwe koleje losu - wielokrotnie plądrowane i palone przez Wołochów (1498), Tatarów (1502, 1523, 1624) oraz w 1657 roku przez księcia Siedmiogrodu Jerzego II Rakoczego, niszczone i grabione podczas licznych przemarszów wojsk, gnębione epidemiami. Ostatni wielki pożar w 1820 roku strawił całą drewnianą zabudowę miasta.

Obecny wygląd rezydencja łańcucka zawdzięcza przebudowie dokonanej w drugiej połowie XVIII wieku przez Stanisława Lubomirskiego - Marszałka Wielkiego Koronnego i jego żonę Izabelę z Czartoryskich, zwaną Księżną Marszałkową, kuzynkę króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Staraniem Księżnej Marszałkowej założono wokół zamku park krajobrazowy. W posiadaniu Lubomirskich, Łańcut pozostał do roku 1816, wtedy to po śmierci Księżnej Marszałkowej Izabeli Lubomirskiej sukcesorami (spadkobiercami)  dóbr łańcuckich zostali jej dwaj wnukowie - Alfred i Artur Potoccy, synowie Jana Potockiego, znanego podróżnika i pisarza, autora "Parad" i "Dziennika znalezionego w Saragossie". Po dokonaniu podziału w 1823 roku dobra łańcuckie przypadły starszemu wnukowi Alfredowi Potockiemu, który ustanowił ordynację, w której kolejnymi właścicielami byli: Alfred - pierwszy ordynat, jego następca Alfred II, później Roman i Alfred III Potocki - ostatni ordynat (1915-1944).
Od początku przejęcia dóbr Potoccy rozpoczęli ożywioną działalność gospodarczą i budowlaną. Z inicjatywy Elżbiety z Radziwiłłów, żony Romana Potockiego w latach 1889-1912 zamek gruntownie przebudowano dostosowując go do wymogów współczesności, uwzględniając jednak zachowanie cennych wnętrz z czasów ks. Lubomirskiej. Z tego okresu pochodzi między innymi "Pokój pod Widokiem", "Apartament Brenny", "Apartament Chiński" oraz "Apartament Turecki" - z zachowanym autentycznym wystrojem wnętrz. Również wówczas założono instalację wodociągową, kanalizację, centralne ogrzewanie, przeprowadzano elektryfikację i zainstalowano telefony. Powiększono dwukrotnie powierzchnię parku, wybudowano Stajnie i Powozownię. Zamek otrzymał nową elewację w stylu neobaroku francuskiego, którą podziwiamy do dnia dzisiejszego. Potoccy uruchomili browar, fabrykę likierów i rosolisów, rafinerie spirytusu, cukrownie, spichlerze, chmielarnie. Dzięki temu od połowy XIX wieku Łańcut zaczął dźwigać się z upadku. Do rozwoju miasta w znacznym stopniu przyczyniła się również budowa linii kolejowej Kraków - Lwów. W 1910 roku w Łańcucie zamieszkiwało około 5,5 tyś. mieszkańców - z czego 1/3 stanowiła ludność pochodzenia żydowskiego.

Podczas dwóch wojen światowych Łańcut nie poniósł większych strat materialnych, natomiast duże straty w ludności, szczególnie żydowskiej. W tragicznych dniach września obronę miasta podjęła X Brygada Kawalerii. Stoczyła ona 9.IX. zwycięski bój pod Albigową, a w czasie walki w centrum miasta brawurowym atakiem na bagnety wyrzuciła żołnierzy niemieckich poza jego granice. W dwudziestoleciu międzywojennym miasto popadło w zastój, wiodąc żywot prowincjonalnego miasteczka. Natomiast zamek w tym czasie, ostatni właściciel Alfred Potocki udostępnił  na spotkania dyplomatyczne.

Dynamiczny rozwój miasta nastąpił dopiero po roku 1945. Wybudowano wodociągi miejskie, rozbudowano urządzenia wodno-kanalizacyjne, powstały nowe osiedla mieszkaniowe, rozbudowano i wybudowano nowe zakłady przemysłowe, obiekty kulturalne i oświatowe. Dzięki temu Łańcut zaczął pełnić rolę regionalnego ośrodka administracyjnego i gospodarczego. Równocześnie wzrosło znaczenie miasta na turystycznej i kulturalnej mapie województwa i kraju.

Obecnie Zamek wraz z budynkami i parkiem tworzy zespół zabytkowy o najwyższej światowej klasie. W 1995 roku Muzeum-Zamek w Łańcucie zostało wybrane do udziału w programie UNESCO "Szlaki zamków Europy Środkowo-Wschodniej.

Od strony południowej zamku znajduje się oranżeria z egzotycznymi roślinami, małymi gadami i klimatem do złudzenia przypominającym ten z krajów tropikalnych. Oranżeria jest budynkiem klasycystycznym z ogrodem zimowym na parterze. Wybudowana została w latach 1799-1802 według projektu Ch. P. Aignera i F. Baumana, restaurowana w latach 1958 – 1959.

Po wyjściu z oranżerii kierujemy się na północ i obchodzimy zamek od tej właśnie strony. Idziemy w stronę Zameczku Romantycznego, który na mapce naszej obecnej trasy oznaczony jest nr 3.

Zameczek jest romantyczną budowlą wzniesioną pod koniec XVIII w. według projektu Jana Griesmayera. Pierwotnie klasycystyczna, a w 1806r. przekształcona w duchu romantycznego neobaroku przez P. Aignera oraz zrestaurowana w latach 1967 – 1969. Wnętrza budowli zdobią piękne sztukaterie wykonane w 1807 roku przez F. Baumana. Obecnie w zameczku mieści się stylowa klubo – kawiarnia.

Idąc dalej alejką parkową od strony wschodniej zamku, dochodzimy do Ujeżdżalni, zbudowanej przez Ludwika Bogochwalskiego w latach 1828-1830.
Tuż nieopodal znajdują się korty tenisowe wykonane w lat 20 -tych naszego wieku.

Następnie przechodzimy przez ulicę 3-go Maja i udajemy się do Stajni Cugowych z 1898 roku. Znajdują się tam zabytkowe boksy dla koni raz ekspozycja paradnych uprzęży.

Obok w Powozowni, obejrzycie Państwo kolekcję 55 pojazdów konnych używanych przez Potockich oraz 75  pojazdów zakupionych przez Muzeum – Zamek w Łańcucie. Dodatkowo na ścianach budynku zaprezentowano liczne trofea myśliwskie (również z wypraw do Afryki).
Łańcucka powozownia wzniesiona była przez R. Potockiego w latach 1898 – 1902 według planów A. Bauque.

Po obejrzeniu powozowni wychodzimy do ulicy 3–go Maja, skręcamy w lewo i przemieszczamy się prosto do skrzyżowania z ulicą Zamkową, przy której znajduje się Synagoga, a w niej Muzeum Judaików.  Idąc w ten sposób, warto zatrzymać się na chwilę przy widocznych z lewej strony, za ogrodzeniem budynkach, a są to:

  • Maneż - dawna ujeżdżalnia wojskowa zbudowana w latach 1845 – 1850, odrestaurowana w latach 1993 – 1994 na cele muzeum powozów.
  • Budynek dawnej administracji dóbr zbudowany w 1899r. według projektu arch. Armanda Bauqueta - obecnie szpital.  Niestety żaden z budynków nie jest przeznaczony do zwiedzania.

Budynek Synagogi zbudowany był w drugiej połowie XVIII w. z fundacji Lubomirskiego z 1761r. Wnętrze zostało przekształcone w XIX w.,  zachowała się w nim oryginalna birma (podwyższenie do czytania Tory), polichromowane stiuki i polichromia z połowy XIX w. W muzeum można obejrzeć przedmioty obrzędowe i kultowe.

Zwiedzanie Synagogi jest możliwe w okresie od 15.VI. do 15.IX. w godzinach od 10.30 do 16.30.
Istnieje również możliwość zwiedzania Synagogi w innym terminie, ale w tych samych godzinach i tylko po uprzednim – co najmniej 2 dniowym, pisemnym zgłoszeniu w Sekretariacie Zamku  (adres podany powyżej) planowanej daty przyjazdu.

Z Synagogi wychodzimy na lewo i udajemy się w kierunku skrzyżowania ulic Zamkowej i Kościuszki. W tym miejscu skręcamy w prawo do najbliższego przejścia dla pieszych, przechodzimy na drugą stronę ulicy i cofiemy się ok. 10 m, po czym skręcamy w prawo w ulicę Ottona z Pilczy. Idąc prosto mijamy z prawej strony dawny Żydowski Dom Ludowy zbudowany w latach 1934 – 1935 przez W. Pelca według projektu Władysława Rogowskiego (budynek nr 12). Nieco dalej, na skrzyżowaniu ulic Ottona z Pilczy i Farnej znajduje się dom ss. Boromeuszek (ul. Farna 12 - obecnie Zespół Szkół nr 3, im. Mikołaja Kopernika oraz budynek ss. Boromeuszek). Budynek został zbudowany w drugiej połowie XVIII w., natomiast przebudowany w XIX w. Pierwotnie pełnił on funkcję szkoły parafialnej.     Po przeciwnej stronie skrzyżowania, w północnej części ulicy Farnej znajduje się Kościół Farny pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa i Męczennika (ul. Farna 20).

Kościół murowany, trójnawowy z transeptem i wieżą od zachodu. Zbudowany został w 1488r. przez S. Pileckiego Niegdyś wykorzystywany był w charakterze obronnym. Kilkakrotnie niszczony i  odnawiany, gruntownej przebudowy i zarazem powiększenia doczekał się w latach 1896 – 1900 według projektu arch. Teodora M. Talowskiego przy współudziale arch. Krzyczkowskiego (wieża i fronton) oraz łańcuckiego budowniczego Stanisława Cetnarowskiego. Podczas tej renowacji kościół zatracił swe cechy stylowe.
Z XV – wiecznej budowli pozostały tylko nawy boczne.
Wnętrze kościoła zdobi polichromia wykonana w 1938r. przez Olgę Listowską i M. Ritter. Stacje męki pańskiej, dłuta S. Jakubczyka, rzeźbione są w kamieniu. Witraże z lat 1896 – 1900 wykonane zostały w wiedeńskiej pracowni Geyling’a. Wewnątrz znajduje się wyposażenie z okresu ostatniej przebudowy. W ołtarzu głównym ciekawy XIX – wieczny obraz „Wskrzeszenie Piotrowina”, namalowany prawdopodobnie przez Józefa Rejchana. Po lewej stronie transeptu marmurowy pomnik Izabeli Lubomirskiej. Pod chórem tablica pamiątkowa Stanisława Lubomirskiego z 1728r. Chrzcielnica barokowa z czarnego marmuru z drugiej połowy XVII w. W kruchcie tablice poświęcone pamięci żołnierzy 10 pułku Strzelców Konnych poległych w latach ostatniej wojny oraz 81 mieszkańców Łańcuta, poległych i zamordowanych w czasie II wojny światowej. Pod prezbiterium krypta grobowa Lubomirskich i Potockich. U wejścia do krypty neogotycki fronton projektu T. M. Talowskiego.

Kościół można obejrzeć wewnątrz.
Przy ulicy Farnej 18, mieści się Plebania, budynek murowany, ukończony w 1835r., usytuowany w miejscu dawnego zamku Pileckich.
Po wyjściu z placu kościelnego wracamy się do wysokości szkoły nr 3, a następnie skręcamy w prawo, w ulicę łączącą się z ulicą Dominikańską. Po drodze z prawej strony mijamy Zespół Poklasztorny Dominikanów (ul. Dominikańska 1). Budynek klasztorny zbudowany został na planie czworoboku z wirydarzem pośrodku. Budynek kościelny był jednonawowy, obecnie wewnątrz całkowicie przekształcony. Klasztor wzmiankowany był już w 1378r. Budowle klasztorne wzniesione zostały na przełomie  XV i XVI w., przebudowane je w XVII w., a w pierwszej połowie XVIII w. staraniem T. Lubomirskiego gruntownie przekształcono. W 1820r. klasztor został zniszczony pożarem i opuszczony przez Dominikanów. Wtedy to wszedł w posiadanie władz austriackich i został przeznaczony na cele świeckie. Wnętrze Kościoła gruntownej przebudowy doczekało się dopiero w XIX w., natomiast w latach siedemdziesiątych naszego stulecia Kościół został adaptowany na dom wycieczkowy PTTK.
Idąc dalej ulicą Dominikańską dochodzimy do Rynku. Znajdują się tutaj ciekawe obiekty architektoniczne, takie jak:

  • Rynek 1 – kamienica klasycystyczna z pierwszej połowy XIX w.;
  • Rynek 10 – kamienica (dawne koszary) z XIX w., pierwotnie parterowo nadbudowana, przebudowana przez J. Cetnarskiego w latach 1900 – 1910, z klasycystyczną fasadą;
  • Rynek 12 – kamienica klasycystyczna z początków XIX w., zniszczona podczas II wojny światowej, odbudowana w latach 1946 – 1948;
  • Rynek 18 – kamienica z przełomu XVII i XVIII w., nadbudowana w połowie wieku XVIII, odbudowana po pożarze w 1820r. otrzymała cechy klasycystyczne;
  • Rynek 20 – dom zbudowany w 1914r.;
  • Rynek 22 i 23 – 2 domy z końca XIX w.;
  • Rynek 30 – kamienica klasycystyczna powstała w XVII – XIX ;
  • Rynek 31 – kamienica klasycystyczna zbudowana w XVIII w., przebudowana po 1820r.

Na miejscu centralnym w Rynku znajduje się pomnik bojowników o wolność i niepodległość. Zbudowany został w 1969r. według projektu inż. Wójcikiewicza.

Wychodzimy z Rynku i kierujemy się do przejścia dla pieszych przy placu Sobieskiego, nieopodal znajduje się parking, na którym pozostawiliśmy samochód.
Z Łańcuta wyjeżdżamy w stronę Leżajska, poruszając się tą samą trasą, którą wjechaliśmy do miasta. Droga prowadzi przez ul. Tadeusza Kościuszki. Jadąc w ten sposób z prawej strony mijamy bramę główną do zamku (kasy biletowe). Od tego miejsca jedziemy 600 m i skręcamy w lewo w ul. Sikorskiego, z prawej strony mijając dworzec PKS. Ulicą Słowackiego jedziemy cały czas prosto. Po 2 km przejeżdżamy przejazd kolejowy Fabryki Wódek (bez ramp). Następny przejazd kolejowy jest relacji Szczecin – Medyka (z zaporami). Przed tym przejazdem skręcamy w lewo w drogę prowadzącą do dworca PKP. Samochód parkujemy na parkingu przyzakładowym Polmosu (trzeba zapytać o zgodę wartownika), lub pozostawiamy przy jezdni. Muzeum Branżowe Fabryki Wódek „Polmos” znajduje się na terenie zakładu. Wejście do muzeum odbywa się przez bramę główną, po spełnieniu warunków podanych poniżej.

Muzeum mieści się w  zaprojektowanym przez Ludwika Boguchwalskiego klasycystycznym dworku z 1883r., którym od 1970 roku opiekuje się Fabryka Wódek w Łańcucie. Dworek wybudowany w 1833 roku, był niegdyś siedzibą komisariatu dóbr łańcuckich. Być może, przez pewien czas, mieścił się w nim zarząd cukrowni. Od 1925 roku komisariat przestał pełnić funkcję siedziby gospodarczej i stał się budynkiem mieszkalnym. Po zakończeniu II wojny światowej w budynku mieściło się Technikum Mechanizacji Rolnictwa.
Niekoniecznie właściwie użytkowany budynek został częściowo zdewastowany. W latach 1993-1994 w porozumieniu z Muzeum Zamkiem w Łańcucie i Muzeum Wnętrz Fabrykanckich w Łodzi postanowiono przywrócić dworkowi wystrój nawiązujący do czasów ordynacji a zbiorom i ekspozycji nadać rangę godną czasów świetności "Fabryki Likierów, Rosolisów i Rumu Hrabiego Alfreda Potockiego". Adaptacja zniszczonego budynku do celów muzealniczych wymagała dużego wysiłku i wielu starań. Konieczne były: remont bryły architektonicznej dworku, poszukiwania eksponatów, przeprowadzenie koniecznych badań źródłowych.
W aranżowanych w stylu i duchu końca XIX wieku wnętrzach muzeum możemy prześledzić rozwój i poznać życie codzienne Fabryki. Fotografie, dawne dokumenty, dyplomy, stare etykiety, zachowane butelki o bardzo nieraz wyszukanych kształtach. Cenniki, tzw. naczynia dokładniejsze, kielichy degustacyjne... Stare maszyny. Te z Łańcuta i innych części kraju... Na makietach można prześledzić cały proces pracy przy ciągu rozlewniczym. Wszystkie te zgromadzone przedmioty - świadkowie minionych dni - najlepiej opowiadają o Fabryce. Jej sukcesach na wielkich światowych wystawach, jej udziale w życiu Łańcuta.
Okna Muzeum zdobią witraże z herbami dwóch ważnych dla Łańcuta rodzin: Lubomirskich i Potockich. W gabinecie urządzonym meblami z końca XIX wieku, na biurku znajduje się księga gości, którzy odwiedzili Muzeum. Ściany sali kominkowej zdobią portrety rodziny Potockich - kopie tych znajdujących się w salach zamku łańcuckiego. Na ścianach - w różnych pomieszczeniach Muzeum - znajdują się eksponaty przedstawiające również historię gorzelnictwa na ziemiach polskich - poza Łańcutem. Ekspozycji dopełnia kolekcja dzisiaj produkowanych alkoholi zamykając w ten sposób krąg przebytej drogi i czasu. Dworek - Muzeum otoczony jest parkiem, w którym znajdują się stare drzewa i relikty założeń ogrodowych dawnego folwarku. Przed frontonem budynku dwie białe ławeczki zapraszają do odpoczynku. Obok szumi dzień powszedni jednej z najnowocześniejszych fabryk w Polsce. W tym miejscu spotyka się czas przeszły z teraźniejszym.

Muzeum jest udostępnione do zwiedzania wyłącznie zorganizowanym grupom, które są reprezentowane przez płatników podatku VAT. Osoby zainteresowane zwiedzaniem powinny napisać wniosek o zwiedzanie Muzeum z uwzględnieniem:

  • daty i godziny kiedy chcieliby Państwo skorzystać z możliwości zwiedzania Muzeum;
  • ilości osób i rodzaju grupy (uczniowie, pracownicy, goście, itp.);
  • kontakt i dane osoby odpowiedzialnej za koordynację działań związanych ze zwiedzaniem Muzeum;

danych niezbędnych do wystawienia faktury VAT z pisemnym oświadczeniem o upoważnienie Muzeum do wystawienia faktury VAT bez Państwa podpisu oraz oświadczenie, że zapoznali się Państwo z warunkami niezbędnymi do wypełnienia w celu zwiedzania;

Wnioski należy składać na podany poniżej adres:
Fabryka Wódek ,,POLMOS ŁAŃCUT'' S.A.
37-100 Łańcut, ul. Kolejowa 1
z dopiskiem ,,MUZEUM GORZELNICTWA''

Wnioski można też przesłać: fax-em na nr (017) 225 34 60, albo
na adres internetowy: e-mail: mrachwal@polmoslancut.com.pl.
Po rozpatrzeniu Państwa wniosku przez Dyrekcję Fabryki zostaną Państwo poinformowani o akceptacji grupy do zwiedzania.
Po otrzymaniu akceptacji należy wpłacić na konto: PKO S.A. O/ Łańcut 10701555-38814-2221-0100 (na przelewie należy dopisać ,,Opłata za zwiedzanie Muzeum''), następujące kwoty:
Kwota wpłaty obejmuje zwiedzanie pomieszczeń muzealnych oraz poczęstunek w postaci i słodyczy.
Jedna grupa może liczyć maksymalnie 20 osób.
W dniu zwiedzania osoba odpowiedzialna za grupę otrzyma stosowną fakturę VAT lub zostanie ona przesłana w terminie 5 dni od dnia zwiedzania Muzeum.
W związku z faktem, iż Fabryka jest zakładem zamkniętym, a Muzeum znajduje się na jej terenie prosimy o podporządkowanie się następującym zasadom zwiedzania Muzeum:

  • każda grupa przyjeżdżająca do Muzeum powinna mieć wyznaczonego kierownika grupy;
  • kierownik grupy odpowiada za prawidłowe zachowanie się członków grupy podczas zwiedzania;
  • większe bagaże podróżne należy pozostawić w miejscach pobytu lub transportu;
  • istnieje możliwość pozostawienia bagażu lub rzeczy wartościowych w depozycie znajdującym się na bramie zakładu;
  • na terenie Fabryki nie można palić papierosów i fotografować obiektów przemysłowych;
  • na teren Fabryki (w tym i Muzeum) nie można wnosić wyrobów alkoholowych.
Krótka historia Polmosu Łańcut

Łańcuckie Zakłady Przemysłu Spirytusowego "Polmos" są obok Browaru najstarszą fabryką w Łańcucie. Ich nieprzerwana działalność to okres ponad 200 lat - okres wielu przeobrażeń, zmian w profilu produkcji, postępu w wyposażeniu technicznym oraz zmian w warunkach pracy załogi.

Na przełomie XVIII/XIX wieku na terenie Galicji szybko rozwijało się gorzelnictwo. W tym czasie Łańcut należał do rozległej majętności rodziny Lubomirskich. Drogą spadku w 1816 r. przeszedł w ręce Potockich, którzy zastosowali bardziej nowoczesny system gospodarowania, a hrabia Alfred Potocki zadecydował, że z jego fabryki będą wychodzić najlepsze wódki, nie tylko w regionie, ale i w całej Europie.
Już w 1857 r. łańcucka likiernia uzyskała od Rządu koncesję na swoją działalność, a 30 września tego właśnie roku wpisano ją do rejestrów Izby Handlowej w Krakowie. To urzędowe zatwierdzenie istniejącej fabryki było ostatnim ważnym wydarzeniem w jej dziejach z czasów I ordynata. Alfred Potocki zmarł w grudniu 1862 r., a kolejnym właścicielem został jego jedyny syn Alfred Józef.

Pragnąc poprawić spadające zyski ordynat poprosił specjalistę handlu i przemysłu gorzelniczego G. Rosenzweiga, by udzielił fachowej porady. Jego ocena brzmiała: "wyroby łańcuckiej fabryki, które co do jakości nie tylko są lepsze jak wszystkie podobne wyroby krajowe, także śmiało wytrzymać mogą konkurencję lepszych wyrobów zagranicznych, są w kraju mało znane, a za granicą wcale nierozpowszechnione". Tak, więc podjęto decyzję o zdobyciu szerszej klienteli i ekspansji firmy na coraz bardziej konkurencyjnym rynku.

W 1889 r. Alfred Józef zmarł, pozostawiając ordynację starszemu synowi - Romanowi, który wykazał ogromne zainteresowanie sprawami gospodarczymi, i jak powiadano, nie brakowało mu sprytu w administrowaniu.
Pod koniec XIX wieku firma miała ustaloną już sławę i klienci woleli jej wyroby od innych. Wynikiem aktywnych działań reklamowych był wzrost sprzedaży i produkcji, co sprowadzało się do wymogu rozbudowy zakładu. Uruchomienie nowego, rozbudowanego zakładu zbiegło się z wybuchem I wojny światowej oraz śmiercią Romana Potockiego, ordynację przejął jego syn Alfred III.
Lata wojenne i międzywojenne, to próby wyjścia z kryzysu. Łańcucka fabryka potrafiła, mimo przeciwności, utrzymać się wśród najlepszych w kraju. Świadczy o tym jej dalsza rozbudowa i unowocześnienie urządzeń. Okres wojenny w dziejach fabryki doprowadził do spalenia i zniszczenia ogromnej części maszyn i urządzeń, pozostała jednak ziemia, na której stała fabryka , mury dawnych jej zabudowań, no i przede wszystkim ludzie. Właśnie dzięki nim zakład mógł się odrodzić na nowo i przetrwać trudne czasy powojenne, aż do chwili obecnej, wciąż udoskonalając i rozszerzając proces produkcji.

Łańcucka fabryka by osiągnąć obecny poziom technologiczny musiała przejść wiele zmian i przekształceń. Ważną dla zakładu datą był 1 lipca 1991 roku, kiedy to nastąpiło usamodzielnienie się dotychczasowych zakładów istniejących w ramach PPS "Polmos" i utworzenie (decyzją Ministra Rolnictwa) dwudziestu czterech samodzielnych przedsiębiorstw, w tym Fabryki Wódek "Polmos" w Łańcucie.
Następna taka data to 1 listopad 1998 rok, kiedy to fabryka rozpoczęła działalność jako spółka akcyjna o nazwie Fabryka Wódek "POLMOS ŁAŃCUT" Spółka Akcyjna.

Kolejnym przystankiem na naszej trasie jest Markowa, chcąc tam dojechać, po wyjściu z muzeum, tą samą drogą, którą przyjechaliśmy musimy cofnąć się do miasta i poruszać się w stronę Jarosławia. Następnie przy drodze międzynarodowej E-40 należy skręcić w prawo w stronę Rzeszowa. Po przejechaniu mniej więcej 2 km, skręcić  w lewo w stronę Kańczugi. Stąd do Markowej pozostało już tylko 7,8 km. W miejscowości tej znajduje się bardzo ciekawy skansen. Przed wejściem do skansenu widnieje obelisk upamiętniający śmierć całej rodziny Ulm-ów, która w czasie II wojny światowej ukrywała Żydów. Za ów występek ojciec, ciężarna matka i sześcioro rodzeństwa zostało zamordowanych przez Niemców.
Przy okazji pobytu w Markowej nie sposób wspomnieć o kilku znaczących faktach związanych z jej dziejami, które powodują, iż naprawdę warto zatrzymać się tu, choćby na krótka chwilę.

Dlaczego warto odwiedzić Markową?

Ziemie leżące wzdłuż środkowego biegu koryta Wisłoka już w średniowieczu stały się terytorium objętym wczesnosłowiańskim osadnictwem. Już od początku II tysiąclecia szeroki pas lessowych ziem pomiędzy Rzeszowem i Przeworskiem stał się obszarem spornych wpływów polskich i ruskich książąt. Strefy tych wpływów ulegały w ciągu dziesięcioleci znacznym przesunięciom, by w końcu XIII wieku spowodować ustalenie się linii granicznej na Wisłoku.
Niewątpliwym atutem tych ziem przez wieki było ich sprzyjające położenie na skrzyżowaniu średniowiecznych szlaków handlowych, biegnących w linii południkowej z Sandomierza przez kotliny karpackie w kierunku Węgier i wzdłuż równoleżników z Krakowa do Kijowa. Równie ważny był sprzyjający klimat oraz bezpośrednia bliskość Kotliny Sandomierskiej. Umiejętne gospodarowanie zasobami tych terenów, znacząco wpływały na rozwój zajęć rolniczych. Zrozumiałe, zatem stało się dążenie Kazimierza Wielkiego do zapewnienia gospodarczego rozwoju tych ziem po ich przyłączeniu około roku 1340 do Korony. Wiekowa puszcza rozciągająca się przed laty na terenie dzisiejszej Markowej i sąsiednich wsi ustępowała systematycznie karczowana setkami rąk osadników, sprowadzonych w tym okresie z Górnej Saksonii, Łużyc i Dolnego Śląska. Wraz z nową siła, na świeżo pozyskiwane ziemie wkraczały nowe formy gospodarowania i odmienny ład prawny.
Najdawniejsza, udokumentowana nazwa Markowej brzmi Markenhof i jako taka jest wymieniona w piśnie biskupa Demetriosa, zachowanym w przemyskim Archiwum Diecezjalnym. Dokument pochodzi z 1384r. Typ osadniczy wsi określany był mianem "Waldhuffendorf", co oznacza wieś łanów leśnych. Markowa, podobnie jak inne wsie w sąsiedztwie charakteryzowała się łańcuchowym układem pierwotnych osiedli i nadziałami (łanami) w przypadku Markowej wyrażającymi się liczbą 98. W stosunku do okolicznych miejscowości, Markowa od początku wyróżniała się dużą liczbą ludności i gospodarstw. Przez wiek XV do XVII zmieniali się właściciele wsi począwszy od Pileckich przez Stadnickich, Korniaktów by w końcu dostać się Lubomirskim.
Stosunki społeczne i gospodarcze w doskonały sposób dokumentuje księga sądowa wsi, której oryginał zawierający 912 stron zapisanych w języku niemieckim i polskim znajduje się w Centralnym Archiwum Historycznym Ukrainy we Lwowie, w dawnym gmachu Ossolineum. Ten wyjątkowy pod względem rozmiarów i treści zabytek w najlepszy sposób świadczy o gromadzkim samorządzie, stosunkach własności i życia mieszkańców wsi w latach 1591 - 1777.

Połowa wieku XVII wyznacza cezurę w kształtowaniu się obrazu kulturowego Markowej. Dotychczasowy język niemieckich kolonistów traci na znaczeniu zachowując się głównie jako język urzędowy, aczkolwiek spotyka się nawet jeszcze do chwili obecnej obco brzmiące słowa w mowie Markowian. Postępuje asymilacja z ludnością pochodzenia słowiańskiego, a świadomość obcego pochodzenia ulega zatraceniu. Zmiany, o których mowa szybciej przebiegały w okolicznych wioskach. W Markowej jeszcze w połowie XX wieku można było odnotować niemal 70-cio procentowy odsetek nazwisk wskazujących na pochodzenie związane z kolonizacją zachodnią.
Wiek XVIII i XIX nie zanotował istotnych dla wsi wydarzeń natury gospodarczej czy społecznej. Wieś, jak każda inna w dawnym zaborze austriackim popadła w biedę, gnębiona pańszczyźnianymi powinnościami, zarazami, niszczona klęskami. Zmiany polityczne na początku XX wieku spowodowały natychmiastowy wzrost aktywności społeczeństwa markowskiego, znajdując z czasem wyraz w działalności Ochotniczej Straży Pożarnej, Kasy Stefczyka, Kółka Rolniczego czy pierwszej w kraju Spółdzielni Zdrowia. Aktywności społeczeństwa nie brakuje także na polu kultury - powstaje znakomity, znany w kraju teatr amatorski, chór, orkiestra dęta Straży Pożarnej.
Markowa została uznana za wieś reprezentującą wzory kultury Rzeszowiaków. Termin ten urobiony dla potrzeb etnograficznej klasyfikacji jeszcze przed II wojną światową odnosi się do swoistego centrum lokalnego w tym przypadku utożsamianego z okolicami Rzeszowa. W swoim łonie Rzeszowiacy wyróżniają się, co najmniej kilkoma podgrupami, dość znacznie się od siebie różniącymi. Te różnice kształtowały się w dużej mierze w zależności od przynależności administracyjnej wsi. W pewnych okresach swej historii Markowa ciążyła na przemian ku Przeworskowi lub Łańcutowi. Markowska kultura materialna skłania się w swych wzorcach ku wzorcom przeworskim. Jednak w folklorze słownym, elementach obrzędowości dorocznej dostrzec można przewagę wzorców charakterystycznych dla okolic Łańcuta.
Niektóre przejawy wspomnianej kultury ludowej Markowej jak elementy stroju ludowego, zajęcia pozarolnicze, formy ludowego budownictwa są charakterystyczne z racji występowania w tej tylko miejscowości lub na niewielkim obszarze kulturowym związanym z kręgiem wsi łańcucko - przeworskich. Zdecydowanie należy tu wspomnieć o markowskich rańtuchach (zawiciach), o unikalnej kolorystyce i ornamentyce. Markowski strój wyróżnia się w okolicy granatowymi żupanami, białymi w kolorze, aplikowanymi zielonymi i czerwonymi wyszyciami, kożuchami, z których słynęli markowscy kuśnierze. Wielką sławę zdobyły sobie umiejętności hafciarek (wyszywaczek) markowskich, czego dowodzą bogato zdobione fartuchy i koszule.
Wszystkim znane były możliwości tkaczy z Markowej i zdolności cieśli. Ręce tych ostatnich przez dziesiątki lat wzniosły setki chałup, które obecnie noszą nazwę przysłupowych. Do dzisiaj pozostaje sprawą niewyjaśnioną, czy ten oryginalny sposób budowania zrodził się tu niezależnie, czy też został przetransportowany przez średniowiecznych kolonistów i zastosowany na zagospodarowanych przez nich terenach według wzorców zachodnich. Zaznaczyć, bowiem należy, że typ ten spotyka się w okolicach Kamiennej Góry na Dolnym Śląsku i na terenie Łużyc, skąd wywodziła się m. in. ludność dzisiejszej Markowej.
W Markowej jeszcze do dzisiaj spotyka się znakomite przykłady architektury przysłupowej w postaci chałup, rzadziej stajni (na początku XX wieku znane były przypadki budowania stodół przysłupowych). Zachowały się one na terenie w ogólnej liczbie około 120 obiektów reprezentujących przekrój historyczny i świadczą o społecznych różnicach ludności. Liczba budowli przysłupowych stale maleje. Dane z lat 60-tych mówią o około 310 tych obiektach we wsi. Ich liczba na początku lat 80-tych zmniejszyła się do około 200, by osiągnąć dzisiaj liczbę 120. Jeżeli tempo zaniku utrzyma dotychczasowy poziom, to w roku 2010 chałupy przysłupowe znikną z markowskiego krajobrazu. Bardzo charakterystyczny jest też sposób zabudowy u kmieci i średniozamożnych gospodarzy, praktykowany jeszcze w latach 30-tych XX wieku. Wyróżnia go układ czworoboczny z tzw. "uoborą" w środku.
Początkowe lata XX wieku zaznaczyły się przemianami w sposobie myślenia i wartościowania mieszkańców Markowej. Szybko porzucano konwencjonalne metody gospodarowania, żywo reagowano na nowości w technice uprawy roli. Jako przykład niech posłuży Andrzej Homa z Markowej Dolnej, który już w 1917 roku zamawiał narzędzia rolnicze w słynnej wytwórni w Prostejowie. Możliwości szerokich kontaktów ze światem, powszechny dostęp do oświaty, a przede wszystkim naśladownictwo wzorców miejskich w sposobie ubierania się i w stylu życia sprawiały o postępującym szybko zaniku tradycyjnych wzorców i norm życia na wsi. Za przejaw tego możemy uznać odstąpienie od używania stroju regionalnego, czy sposób wyposażania wnętrz. Kontakty z miastem wpłynęły na osłabienie więzi społecznych w dawnej wsi polskiej. Głębokie zmiany w tych dziedzinach zauważalne są szczególnie po roku 1918.
Dzisiaj ogarnia nas nostalgia na widok okazjonalnie odzianej w ludowy strój Markowianki, z natężeniem wsłuchujemy się w przekazy wiekowych starców pamiętających owe dawne czasy strzech, dźwięku kos, skrzypów drabiniastego wozu, stada bocianów. Z ciekawością wodzimy oczyma po starych, pożółkłych fotografiach z dawnych lat. Markowski skansen zatrzymał czas, jest obrazem owej mitycznej dziś prawie dawności.

  • 0-17/ 226-53-46        Centrum Kultury Gminy Markowa
  • 0-17/ 226-57-99        Kustosz Muzeum
  • 0-17/ 226-53-70        Prezes Zarządu TPM
  • 0-17/ 226-53-52        Urząd Gminy Markowa


Adres:
    Muzeum Wsi Markowa; Towarzystwo Przyjaciół Markowej
    37-120 Markowa, Markowa 1500, pow. Łańcut

Zagroda kmiecia: chałupa przysłupowa, stajnia, stodoła, spichlerz. Reprezentuje typowe dla zamożnej warstwy chłopów markowskich budownictwo z przełomu XIX i XX wieku. W skład zagrody wchodzą chałupa przysłupowa, stajnie przysłupowe z podcieniem wzdłużnym, stodoła, "sołek", studnia zrębowa, pasieka. Chałupa wraz ze stajniami tworzą charakterystyczny dla Markowej układ czworoboczny zamknięty zapierzeniem i wrotami z tzw. "uoboro" wewnątrz.

Typowy młyn wietrzny nierozerwalnie związany z markowskim krajobrazem.  Usytuowany w zagrodzie wiatrak to "koźlak", zbudowany w konstrukcji słupowo - szkieletowej. Obiekt jednopoziomowy, stoi na dębowym "królu", na którym może być dowolnie obracany w zależności od kierunku wiatru. Osadzone na dębowym wale skrzydła wiatraka opatrzone zostały łupanymi z drewna "piórami", zdejmowanymi lub dokładanymi w zależności od siły wiatru. Dach z niewielkim naczółkiem kryty gontem.
We wnętrzu czynnego wiatraka kompletne urządzenia mielnicze, kamienie ścierające ziarno na tzw. "razówkę" (tj. z otrębami). Prosty system sit oddzielał otręby dając mąkę "walcową" na chleb "komiśny". Stojący w muzealnej zagrodzie wiatrak należał w przeszłości do Jana Kielara - właściciela 10-morgowego gospodarstwa w Górnej Markowej. Jest on bodaj najmłodszym markowskim wiatrakiem, bo zbudowany został w roku 1946. W okresie międzywojennym można się było doliczyć we wsi ponad 20 wiatraków. Do chwili obecnej w Markowej zachowały się ledwie trzy wiatraki, w tym jeden czynny należący do liczącego sobie ponad 90 lat Wojciecha Cwynara.

Chałupa biedniacka wzniesiona została po drugiej połowie XIX wieku. należała do ubogiego wyrobnika Michała Inglota z Górnej Markowej. Budynek jednotraktowy, zbudowany z drewna jodłowego, wiązany w węgłach na rybi ogon z niewielkimi ostatkami. Dach krokwiowy, czterospadowy, poszywany słomą w schodki. Układ wnętrz tworzy izba, nieprzelotowa sień i tzw. "ciemna komora". Zrąb na zewnątrz bielony. Ostatni właściciel chałupy - Maria Inglot prowadziła niewielkie 1-morgowe gospodarstwo. Stojący obok budynek gospodarczy - jednownętrzny, zrębowy chlew zastał postawiony na początku lat 20-tych. Trzon kuchenny z blachą angielską i piec piekarski z kapą przybudowany do ściany działowej sieni. Za piecem w izbie łóżko i szafa na odzież świąteczną. W izbie zwracają uwagę wisząca szafka na naczynia, warsztat szewski oraz oryginalne fotografie rodzinne. W sieni brak powały - chałupa była niegdyś chatą dymną. Na drzwiach portki tzw. "skorzoki" - rodzimy wyrób markowski przydatny szczególnie podczas prac przy wyrębie lasu. W komorze wózek do kręcenia powrozów.
Kuźnia - jednownętrzny obiekt jest rekonstrukcją wykonaną w 2000 roku w oparciu o dostępne archiwalia. Ściany z wąskich bali wiązane w węgłach na rybi ogon. Dwuspadowy dach kryty dachówką. Wejście w ścianie szczytowej osłonięte prawie dwumetrowym podcieniem wspartym na dwóch słupach. Wewnątrz kuźni wyposażenie pochodzące z zakupów i darów markowian. Potężne palenisko zakończone wyprowadzonym na dach kominem odtworzono pod wschodnią ścianą szczytową. Ogień podsyca ręczny, skórzany miech. Żar paleniska rozgrzewał żelazo do białości, takie kowal szybko przedkładał na kowadło i dowolnie formował lub łączył na tzw. "hyc". Świeżo kute żelazo chroniło przed pękaniem tzw. hartowanie przez zanurzenie w zimnej wodzie stojącej obok w cebrzyku lub wannie. Pod oknem stół warsztatowy tzw. "falbanek". Przy nim narzędzia kowalskie do kształtowania, przecinania i ozdabiania wyrobów. Wśród nich "glajzy" - kształtowniki, młotki, "bormaszyna" - wiertarka, "odwiertaki", "śrubstak" - imadło, zestaw narzędzi do podkuwania koni (noże, raszple, ocyle, hufnale, kleszcze). Pod kuźnią fragmenty narzędzi rolniczych - koła, obręcze, lemiesze, brony, a w podcieniach, ocyle , hufnale, kleszcze) oraz stołek - "koziołek" do końskiej nogi potrzebny przy podkuwaniu. Jeszcze w latach pięćdziesiątych XX wieku w Markowej istniało 17 kuźni. Elektryfikacja i mechanizacja dokonały nieodwracalnych zmian - zawód kowala stracił na znaczeniu, a kuźnia przestała być miejscem spotkań i wymiany informacji. Na terenie Zagrody – Muzeum, kuźnia jest obiektem czynnym, zatrudniającym kowala (Józef Szpytma - członek Zarządu Towarzystwa). Okazją do otwarcia obiektu była 85 rocznica urodzin Tadeusza Ruta - honorowego prezesa TPM.
Kapliczka - wykonana została w połowie ubiegłego stulecia w Gaci Przeworskiej. Obecnie zajmuje miejsce przy drodze dojazdowej do skansenu, obsadzonej lipami i wierzbami. Ustawiony został tam słup drewniany, a na nim kapliczka skrzynkowa, nakryta trzyspadowym daszkiem, na froncie bogato rzeźbiona. W środku oleodruk ze św. Michałem Archaniołem.
W najbliższym czasie Towarzystwo Przyjaciół Markowej dokona translokacji na teren Zagrody - Muzeum budynku szkoły drewnianej z Górnej Markowej. Budynek będzie pełnił funkcje recepcyjne, a wnętrza służyć będą wystawom czasowym. Ostatni nabytek Towarzystwa - dwusąsiekowa stodoła z prostokątnym boiskiem, zbudowana została w latach 60-tych XX wieku w Husowie (gm. Markowa). Posadowiona w głębi nowo nabytego fragmentu parceli stanowi schronienie dla bogatego zbioru sprzętów rolniczych, będących w posiadaniu opiekunów Muzeum.

Po obejrzeniu tego jakże unikatowego skansenu wracamy tą samą drogą w stronę Łańcuta. Przed Łańcutem mijamy wieś Sonina. Warto się w niej zatrzymać i obejrzeć stary drewniany kościół pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela. 7,3 km od skansenu, w Soninie znajduje się skrzyżowanie i drogowskaz wskazujący drogę do zabytku. Jedziemy 1,5 km drogą z pierwszeństwem przejazdu, po czym na skrzyżowaniu skręcamy w lewo w drogę podporządkowaną. Przejeżdżamy przez mostek, za mostkiem droga skręca łagodnym łukiem w lewo. Jedziemy tą drogą cały czas prosto. W ten sposób dojdziemy do szkoły podstawowej, która znajduje się z lewej strony i ma charakterystyczną pomarańczową elewację. Za szkołą droga wznosi się do góry. Na górce, z lewej strony jest budynek, za którym skręcamy w lewo. Kościół jest widoczny z drogi. Przy zabytku znajduje się tablica informacyjna, można go obejrzeć z zewnątrz.

Kościół p.w. Św. Jana Chrzciciela w Soninie pochodzi z XVI w., wpisany. Decyzją z dnia 25.02.1994 r. Został wpisany do rejestru zabytków województwa podkarpackiego. Jego wyposażenie obejmuje zespół dzieł sztuki z zakresu malarstwa, rzeźby i rzemiosła artystycznego z okresu pocz. XVII - pocz. XX wieku.
Z Soniny wyjeżdżamy w kierunku Łańcuta. Dojeżdżamy do drogi międzynarodowej E-40 i skręcamy w lewo, w kierunku Rzeszowa. Jedziemy tak 7 km., z prawej strony mijamy sad. Na górce wśród sadów skręcamy w prawo w drogę do Krzemienicy (z lewej strony widoczny jest drogowskaz – Krzemienica). Kierujemy się do centrum wioski (2,7 km), gdzie znajduje się zabytkowy kościół, który można obejrzeć z zewnątrz.

Skąd wzięła się Krzemienica
Wzdłuż doliny Wisłoka, od Karpat do dolnego Sanu, rozciągał się pas pradawnej puszczy leśnej, który stanowił naturalną granicę pomiędzy Polską, a Rusią. Na ten teren osadnicy ze wschodu i zachodu docierali już we wczesnym średniowieczu, tworząc zagospodarowane enklawy. Osadnictwo to rozwijało się na żyznym pasie lessów, który nie był porośnięty puszczą. Po zajęciu tych obszarów przez Kazimierza Wielkiego w 1340 roku, rozpoczęto akcję kolonizacyjną. Wioska powstała w 1342 roku, założona przez Ottona z Pilczy za panowania Kazimierza Wielkiego. Datę tą podaje Kronika kościelna parafii Krzemienica, tą samą też ksiądz Siarczyński dawny bibliotekarz Potockich. Pierwotnie Krzemienica nazywała się Kremnetz, a także Kremnetzstein. Pierwszymi mieszkańcami Krzemienicy byli prawdopodobnie górnicy z węgierskiej miejscowości Kremnita oraz osadnicy nie­mieccy. Parafia powstała w 1384 roku (według dokumentu dziesięcin) inny zaś dokument podaje datę 1492 (schemat diecezjalny). Pierwszy kościół powstał w Krzemienicy w roku 1476, drugi odbudowany przez Ottona Pileckiego w 1492 roku.
 W połowie XVI wieku zamieniony przez Pileckich, na zbór protestancki, katolikom zwrócony w 1627 roku. Kościół został w 1750 roku częściowo zniszczony przez pożar. Dzięki stara­niom księdza proboszcza Józefa Napiórkowskiego, komisarza Lubomirskich - Szwarczewskiego i parafian m.in. Sebastiana Kramarza (konsekrowanego w 1754 roku), świątynię odbudowano w pierwotnym kształcie.  Wówczas poszerzono kruchtę od północy i przedsionek od zachodu, wydzielono trzy nawy w korpusie Za panowania Pileckich mieszkańcy wsi mającej 27 łanów ziemi ornej uzyskanej z wykarczowanej puszczy, tworzyli pierwszą osadę przy tzw. Drodze Ropczyckiej. Był to szlak II klasy łączącej Lwów z Krakowem. Aż do końca XVIII w. droga ta przebiegała inaczej niż dzisiaj, przez Trzebownisko, Strażów, Krzemienicę, napotykając pod Łańcutem na trudne do przebycia mokradła zwane „księżymi łąkami”. Obecny gościniec (E-4) zbudowano za czasów austryjackich miedzy rokiem 1795-1810 skracając drogę z Łańcuta do Rzeszowa. W latach 1700-1730 przez tereny ziemi rzeszowskiej i łańcuckiej przeszły różne klęski żywiołowe (powódź Wisłok zmienił, koryto). W XVIII w. wioska była własnością Kicejskich, następnie Bobrownickich i Białogłowskich. W wieku XIX dobra były własnością Potockich, bowiem Jan hr. Potocki (1761-1815) poślubił Julię z Lubomirskich. W ówczesnym czasie wieś liczyła 97 gospodarstw, według spisu z 1817 mieszkało tam 156 mężczyzn, 180 kobiet, 170 dzieci. W Krzemienicy istniał folwark Potockich liczący około 350 morgów ziemi, z których 330 mórg rozparcelowano w 1944 roku pomiędzy chłopów dając im od 1 do 2,5 ha ziemi. W okresie międzywojennym Potocki sprzedał chłopom folwark Strażów, gdzie powstała, tzw. Kolonia Krzemienica.
I wojna światowa wybuchła 1 sierpnia 1914 roku, a już 2 sierpnia została ogłoszona mobilizacja, wszyscy mężczyźni z Krzemienicy udali się do Jarosławia, gdzie wcielono ich do armii austryjackiej. Wojna zakończyła się w listopadzie 1918 roku pociągnęła za sobą 55 ofiar śmiertelnych nie licząc zmarłych na skutek chorób. Powstała wolna i niepodległa Polska. W październiku 1918 roku przeszła przez wieś epidemia hiszpanki, a następnie czerwonki zbierając liczne żniwo. Lata dwudzieste były bardzo ciężkie dla mieszkańców wsi, bieda, wysokie ceny dawały się we znaki braki w zaopatrzeniu gospodarstw. W sierpniu 1921 roku powstaje Ochotnicza Straż Pożarna, która istnieje po dziś dzień. Dla mieszkańców wioski II wojna światowa rozpoczęła się już 27 sierpnia 1939 roku powołaniem 75 rezerwistów i 10 następnych 31 sierpnia. Pierwszego dnia września ludzie słyszeli warkot samolotów, o wybuchu wojny dowiedzieli się jednak po południu z orędzia prezydenta RP. 3 września 1939 roku wezwano do poboru konie i wozy z Krzemienicy. Tak naprawdę to, co niesie wojna, ludzie zobaczyli 7 września, gdy bombowce zrzuciły 12 bomb na pociąg z wojskiem stojący obok Krzemienicy (zginął 1 żołnierz). W dniu 10 września około godziny 6.30 Niemcy wkroczyli do wioski i rozpoczęła się okupacja. W tym czasie w wiosce działały liczne grupy ruchu oporu. Miejscowa ludność stawiała bierny oraz czynny opór. Partyzanci przeprowadzili w tym czasie wiele akcji osłabiając siłę wroga. Wojska radzieckie wyzwoliły Krzemienicę w dniu 30 września 1944 roku około godziny 7.00 rano.

Wszystkie zabytki związane z opisaną poniżej historią znajdują się na terenie wsi. Okoliczni mieszkańcy do każdego z nich potrafią dopasować  właściwą legendę. Drewniany zabytkowy kościół mieści się niemalże w centrum wioski, w odległości 2,7 km od skrzyżowania z drogą E-40.

Legenda o Dziedzicu z Krzemienicy

W starym kościele, co pewien czas w nocy coś wywracało świece, zrywało obrusy z ołtarzy. Wszyscy myśleli, iż ktoś się zakrada do kościoła. Postanowiono postawić warty na zewnątrz kościoła, lecz to nic nie dało. Wtedy postanowiono pilnować kościoła w środku. Proboszcz i organista przebywali we wnętrzu kościoła. O północy zauważono, że uchylają się drzwi od grobowca i wychodzi jakiś duch. Organista zaczął krzyczeć i próbował zatrzymać intruza. Zmarły zaczął dusić mężczyznę, gdy zobaczył, że nadbiega pomoc to uciekł do grobowca. Nie zdążył jednak przykryć wieka, wiec zobaczono, kto psocił w kościele. Postanowiono następnego dnia zabrać zwłoki z kościoła i pochować na cmentarzu dla pewności obrócili trupa plecami do góry , ponieważ jak mówi tradycja w ten sposób odbierało się zmarłemu siły nieczyste. Od tego czasu w kościele panował spokój.

Żmijowisko w Krzemienicy

Legenda mówi, że w Krzemienicy obok starego kościoła na pagórku było gniazdo węży. Rozmnażały się szybko i stawały się złośliwe. Przeszkadzały przechodzącym drogą, dlatego też próbowano je poskromić rzucając kamieniami, czy ogniem. Dopiero jak pewien jasnowidz doradził, aby wystawić tam kapliczkę węże zniknęły z tego miejsca.

„Studnia na górce” znajduje się przy lokalnej drodze do Łańcuta (Uwaga! Trudno ją znaleźć, gdyż mieści się na terenie prywatnego gospodarstwa.)

Legenda o Św. Jakubie

Na górce na wysokim czerwonym cokole stała olbrzymia figura św. Jakuba patrona parafii. Obok figury znajdowała się zakryta studzienka w kształcie kapliczki, a w niej znajdowały się płaskorzeźby św. Anny i Najświętszej Marii Panny. Rzeźby te w 1950 roku zaginęły. Mimo, iż woda ze studzienki jest żółtawa, od dawna wierzono w jej cudowną moc. Legenda mówi, że  nawet w najsuchsze lata, gdy nigdzie nie było wody tam jej nie brakowało. Jeszcze do niedawna ludzie z okolicznych miejscowości przychodząc na odpust św. Jakuba zabierali wodę z tego źródła. I dlatego też obok tej studzienki postawiono figurę św. Jakuba patrona parafii. Wg legendy, święty Jakub powstrzymał zarazę na ludzi i bydło.
Obecnie przy drodze do Łańcuta na górce stoi dużo mniejsza figurka, a obok niej cudowna studzienka.

Kolejnym legendarnym miejscem jest przysiółek Krzemienicy - Hodakówka, gdzie na środku niewielkiego stawu znajduje się kapliczka. Aby tam dojechać, wracamy drogą od starego kościoła w kierunku Czarnej do momentu, aż dojedziemy do skrzyżowania z drogą główną prowadzącą do Łańcuta. Stojąc na skrzyżowaniu mamy możliwość jechać na wprost lub w prawo, jedziemy na wprost. W odległości 1 km od zabytkowego kościoła przejeżdżamy przez przejazd kolejowy, natomiast jadąc dalej 1,1 km przejeżdżamy mostek . Bezpośrednio za mostkiem z lewej strony znajduje się kapliczka na stawie.

Kapliczka na stawie została wybudowana w roku 1875. Legenda mówi, że to pozostałość po zapadniętej karczmie. Dokładnie ta legenda została opisana w poemacie Walentego Pasierba z 1924 roku.

Kapliczka na stawie

Któż naszych wiosek zbada uroczyska,
pamiątki, nagminne wieści?
Co kryje przeszłość daleka i bliska
co w nich tajemnic się mieści?

W łańcuckiej ziemi, kędy Krzemienica
wioska do Czarnej przytyka,
na małej wyspie wśród stawu kaplica
czarem napawa człowieka.

Gdy w wód przeźroczy słońce się odbija,
a w nocy księżyc z gwiazdami,
zdaje się człeku: w innym świecie żyje,
w przestworzu między duchami.

Jaka historia kryje się w tym dziwie?
staw, kopiec, na nim kaplica!
Niech nam legenda poniższa opowie,
niech przeszłość odkryje lica.

Gdzie dzisiaj woda, był niegdyś ląd stały,
a na mim stało karczmisko,
tu się wesela odprawiały
i po dwa tygodnie blisko.

Często dzień święty także znieważano
całodziennymi tańcami,
po pańskim łanie tu się pokrzepiano
rozmaitymi trunkami.

Wówczas to karczmy placówką zbawienia
były dla chłopskiej ciemnoty,
dobry, niedobry w nich szukał wytchnienia
w kieliszku znalazł sen złoty.

I w tejże karczmie - siedzibie szatana
Czyjeś wesele huczało,
muzyka szumi od rana do rana,
ledwie już grono dyszało.

Wszyscy zajęci muzyką, zabawą
świat dla nich nie istnieje,
takich nie zajmie już poważna sprawa
bo im tu dobrze się dzieje.

Wtem słychać dzwonek, kapłan do chorego
jedzie z ostatnią pociechą,
bawiący sobie nic nie robią z tego
pijani szałem, uciechą.

Jednak i w gronie by najgorszych ludzi
znajdzie się dusza poczciwa,
co swym przykładem do cnoty pobudzi,
choć skutek nie zawsze bywa.

Gdy nikt z wesela nie skłoni się Bogu,
wielu bluźnierstwem się słania,
jeden basista wyszedł z karczmy progu
i najwyższemu się kłania.

Wtem nagle rumor i krzyk przerażenia
karczma pod ziemię się skrywa
miejsce, gdzie Bóg doznał znieważenia
wód mętna fala zalewa.

Tylko wysepka wśród toni widnieje
Na niej basista z basami,
Jedyny świadek, co się z człekiem dzieje,
gdy idzie grzechu śladami.

Gdy na tej wyspie jak legenda niesie
Jan Nepomucen się zjawia,
lud zajęty trwogą na pamiątkę cudu
kaplicę nową wystawia.

Dziś dziecię idąc z matką do kościoła
gościńcem obok stawiska
zdumione prawie, ciekawie zawoła
Mamo, w tej wodzie co mieszka?

Przejezdni również ciekawością zdjęci
o powód dzieła pytają,
poezja tutaj swe tryumfy święci,
ach tu się rymy składają.

Dawniej płaczące wierzby ocieniały
kapliczkę pod gontem białą,
w maju zdobioną śpiewy otaczały
pobożną rzeszy nawałą.

Runęły wierzby pod siekier ciosami,
jak zwyczaj dobry przypada,
dzisiaj kaplica zdobna olszynkami,
nikt kwiatów wewnątrz nie składa.

W około stawu ród olszyny młodej
i rosochate wierzbiny
tak przeglądają się w zwierciadle wody
jak dziatek naiwne miny.

W noc księżycową gdy się obserwuje
pełne poezji zjawisko,
w zadumie świętej człowiek się pasuje
jakby przy Bogu był blisko.

Cudze chwalicie, a nie znacie prawie
pamiątek swojskich w tej dobie,
kaplicę białą w legendarnym stawie
Krzemienico ceń sobie

Tym legendarnym akcentem kończymy opowieść o Krzemienicy. Tą samą drogą, którą przyjechaliśmy wracamy do głównej drogi E-40 i jedziemy w stronę Przeworska. 5 km od Łańcuta znajduje się miejscowość o nazwie Kosina, a tam zabytkowy kościół z początku XVII w., ostatni punkt na tej trasie. Przed miejscowością znajduje się znak ograniczający prędkość do 50 km/h, dalej za tablicą oznaczającą teren zabudowany, z prawej strony mijamy szkołę. Następnie droga opada w dół ku rzeczce, za którą znajduje się lokalne skrzyżowanie dróg. Na nim skręcamy w prawo. Kościół znajduje się 900 m od tego skrzyżowania z prawej strony. Aby do niej dojechać należy jechać 600 m prosto, do miejsca, gdzie z lewej strony  stoi piętrowy dom z białej cegły o nr 1050. 50 m przed tym domem z lewej strony stoi w ogródku figura Matki Boskiej. Naprzeciwko domu z białej cegły, z prawej strony dołącza droga podporządkowana. Wjeżdżamy właśnie w tą drogę. Jedziemy nią 300 m. i dojeżdżamy do kościoła. Można wejść na jego teren, obejrzeć figury i kunsztowne wykonanie elewacji z klepek drzewa.

KLEJNOT CHŁOPSKIEJ TWIERDZY
Zabytkowy kościół w Kosinie z początku XVII w.

Drewniany kościół św. Sebastiana powstał w 1737 roku, jako trzecia z kolei świątynia. Pierwsza, XV-wieczna, spłonęła podczas tatarskiego najazdu w 1624 roku, drugą wzniesiono na miejscu poprzedniczki około pięćdziesięciu lat później. Jest kościołem filialnym parafii kosińskiej pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa, erygowana została po raz pierwszy około 1409 roku i cieszyła się samodzielnością do roku 1646, kiedy przyłączono ją do probostwa w Żołyni. Odnowienie erekcji nastąpiło w 1787.

Kościół św. Sebastiana - najstarszy zabytek architektoniczny Kosiny - jest budowlą niewielką, za to harmonijną i foremną. Pod dwuspadowym dachem mieści się prostokątna nawa, zakończona trójbocznie zamkniętym prezbiterium, a obudowana zakrystią i kruchtą. Ściany, konstrukcji zrębowej, pokryte są gontem - wewnątrz zdobią je iluzjonistyczne malowidła, położone w XVIII wieku.

Główny ołtarz tryptykowy (w centrum mieści się obraz patrona kościoła, św. Sebastian) jest starszy - jego powstanie datuję się na połowę XVII stulecia. Utrzymany jest w stylu manierystycznym.
Z baroku pochodzi szafa zakrystyjna, obraz świętych Sebastiana i Fabiana, relikwiarz, lichtarze, dwa putta i trzy krucyfiksy, rokokowa z kolei jest chrzcielnica.
Świątynię otaczają resztki ziemnych obwarowań, zwanych "chłopskimi twierdzami", a tworzonych po tatarskim najeździe w 1624 roku. Przy kościele św. Sebastiana jest to nieregularny owal.

Tu kończy się nasza trasa, przed nami już tylko droga powrotna do Sieniawy. Wracamy do drogi głównej E-40 i skręcamy w stronę Przeworska. Tutaj, na głównym skrzyżowaniu skręcamy w lewo na Lublin. Wyjeżdżamy z miasta i  kolejno mijamy miejscowości: Gorliczyna, Gniewczyna, Wólka Małkowa, Tryńcza (skrzyżowanie dróg w lesie) i Ubieszyn (most na rzece San). Pierwsze zabudowania Sieniawy widoczne są tuż za mostem. Nieco dalej widoczny jest Kościół (na lewo) i cmentarz (na prawo). Za cmentarzem przed wysepką skręcamy w prawo do Pałacu w Sieniawie i tu kończymy naszą wędrówkę po okolicy.
Trasa zwiedzania Łańcuta:

  1. Parking – Plac Sobieskiego;
  2. Zamek;
  3. Zameczek Romantyczny;
  4. Hala Sportowa;
  5. Powozownia, Muzeum Powozów;
  6. Maneż oraz budynek dawnej administracji dóbr;
  7. Synagoga;
  8. Żydowski Dom Ludowy;
  9. Klasztor ss. Boromeuszek;
  10. Kościół Farny;
  11. Plebania;
  12. Dawny klasztor Dominikanów;
  13. Zabytkowe kamieniczki w rynku;

Legenda:

skrzyżowanie lub przejście dla pieszych, na którym ruch jest kierowany światłami;








CO WARTO ZOBACZYĆ: Łańcut – zamek, Markowa - skansen, Sonina – XVI wieczny kościół, Krzemienica – kapliczka na stawie, Kosina – klejnot twierdzy chłopskiej,